Życie nie kończy się po 30stce

Im bliżej niektórzy moi znajomi zbliżają się do 30stki, tym bardziej im odwala. Nie wszystkim, ale jest spora grupa osób, którym wydaje się, że zmiana kodu to początek końca i powolna agonia.

Widzę jak skaczą ze spadochronami, biegają z karabinami po opuszczonych cegielniach, śpią zimą w namiotach w górach, robią kursy nurkowania, biją rekordy imprez i próbują zaliczać wszystko co się rusza i nie ucieka przed nimi na drzewo. Gdyby to się odbywało naturalnie to niemiałbym nic przeciwko, ale większość z nich chce zmieścić jak najwięcej, jak najszybciej, jakby skończenie 30 lat było wyrokiem. Może po prostu uświadomili sobie, że do tej pory nie przeżywali swojego życia efektywnie i próbują nadrobić ich zdaniem stracony czas jak najszybciej i najintensywniej jak się da?

30 lat minęło…

Ta „magiczna” bariera 30 lat to nie pierwsza taka bariera, przy której ludzie głupieją. Zauważyłem to już na studiach wśród znajomych na piątym roku. Nagle po 5 latach część osób zorientowała się, że przejebała ten beztroski czas, a „dorosłość” dopadnie ich wcześniej niż zakładali. 5 lat poświęcone na picie po akademikach i imprezy. Nie działali w organizacjach studenckich, nie pracowali, nie udzielali się w żadnym wolontariacie, nie zbierali doświadczeń zawodowych, naiwnie wierząc, że sam dyplom sprawi iż pracodawcy się na nich rzucą. Konsekwencją tego jest fakt, że jedyne czym mogą się pochwalić po 5 latach studiów to ilość pustych butelek na półce i panienek/facetów w łóżku. Dobrze mnie zrozumcie, nie uważam, że ktoś kto nie udziela się w żadny sposób zmarnował studia, bo nie zmarnował pod warunkiem, że poświęcił ten czas chociażby na rozwój osobisty czy swoje pasje. Pracując nad sobą, robiąc to co się kocha i sprawia przyjemność, nigdy nie będziemy mieli odczucia, że coś nam w życiu umknęło. Wyjątkiem mogą być studia lekarskie i prawnicze, które wymagają pełnego poświęcenia, a reszta? Sami wiecie najlepiej.

Nadrobić stracony czas

Widziałem osoby, które nagle na siłę starały się kopiować czyjeś zainteresowania, gdyż brakowało im swoich pasji. Kolega miał współlokatora przy którym bał się zdradzić plany na wieczór. Kupił aparat, bo zawsze chciał zacząć fotografować – tamten też, kolega zrobił prawko na motor, na które odkładał pieniądze – tamten też, kolega chodził na sztuki walki od 9. roku życia, tamten się porządnie nad tym zastanawiał itd. Rok wcześniej ten sam as oświadczył się dziewczyne, po czym na piątym roku stwierdził, że jest za młody i chce szaleć. Chora sytuacja, ale cóż, czuł presję, presję tego, że jeśli teraz nie ruszy dupy to skończy studia ze świadomością, że 5 lat przeciekło mu przez palce, bo ani dobrych ocen ani nowych umiejętności ani czego wspominać. Takich przykładów z młodzieńczym zrywem tuż przed ukończeniem studiów znam mnóstwo.

Teraz jest to samo, znam przykłady związków, które się rozpadały tuż przed 30stką, ponieważ jedna osoba się jeszcze nie wyszalała i ubzdurała sobie, że to ostatni dzwonek, żeby pić i grzmocić co popadnie. Widzę na fejsie jak co tydzień wrzucają foty z innej imprezy, jak szukają okazji, skaczą ze spadochronami i robią masę innych rzeczy tylko po to, żeby znalazły się na liście „zrobione przed 30stką”.

Nazwa mojego bloga powinna zachęcać do takich działań, bo nikt z nich młodszy nie będzie, no ale kurwa mać, 30stka to nie koniec świata. Nie sądzę, że za rok o tej porze będę zdziadziałym facetem, który będzie funkcjonował trybem praca – dom. Całe życie starałem się nie robić nic na siłę, co prawda z różnym skutkiem, ale jednak starałem się żyć tak, żeby nie czuć, że coś mi uciekło, z czegoś nie skorzystałem, że na coś zabraknie mi czasu. Lubię moje życie, nie porównuję się z innymi, nie czuję się gorszy ponieważ nie nurkuję na Bahamach, nie mam dwójki dzieci i nie władam 3 językami obcymi. Nie zazdroszczę tym, którzy mają inaczej, nie oceniam też innych. Po prostu przykro mi patrzeć na takie zachowania, przykro mi obserwować ten bezsensowny wyścig z czasem.

Najnowsze wpisy

Kategorie