Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów – Recenzja

Captain America: Civil War. Poszedłem do kina, ponieważ kocham superbohaterów jak niemal każdy chłopiec, niezależnie od wieku. W tym filmie dodatkowo bohaterowie mieli się prać po pyskach co dodatkowo mnie zachęcało. Poszedłem, dobrze się bawiłem. Oto recenzja.

Jak zawsze zaczynam od tego czy warto. Odpowiedź: Jeszcze jak! Dla mnie takie 8/10 w skali filmów o superbohaterach.

Teraz dlaczego. Nie oszukujmy się, większość tych filmów ma bardzo prosty schemat. Bohaterowie spotykają złoczyńcę, złoczyńca pierze bohaterów, bohaterowie zbierają swe siły/motywują/trenują i nokautują złoczyńcę w finałowej scenie. Potem występują przytulasy, całusy, wiwaty i w dupie wszyscy mają, że przy okazji pół miasta rozpieprzone i tysiące Kowalskich w piasku. Drobiazg!

No właśnie nie w tym filmie. Tutaj zaczynamy od rozkminy. OK, jesteśmy bohaterami, ale ratując świat zdarza nam się zabić niewinnych, rujnować miasta, zwiększać dług publiczny i chuj wiec co jeszcze. bo cel uświęca środki. Było kwestią czasu aż nawet tak bardzo zapatrzony w siebie kraj jak Stany kapnie się, że coś jest nie tak. Toteż USA wraz z innymi państwami mówią basta i ich sekretarz generalny zjawia się w siedzibie avengersów z opasłym tomiskiem do podpisania, który ma wprowadzić regulację nad poczynaniami herosów. Tutaj rodzi się konflikt. W skrócie: Iron Man chce podpisać, Kapitan Ameryka nie chce. Avengers dzielą się na dwa obozy, które będą się tłuc, o czym za chwilę.

W tym filmie po raz pierwszy widzimy etatowego klauna gangu – Iron Mana – w rozkminie. Nie rzuca żartami, nie śmieje się ze wszystkiego, jest raczej przygnębiony i czuje odpowiedzialny za skutki uboczne działań mścicieli. Odejście Pepper (laska Iron Mana) nie pomaga nastrojowi pt. wszystko chuj. Kapitan z kolei traci rozum dla swojego stuletniego kumpla Buckyego i zdaje się nie widzieć problemu w tym, że tamten zabijał, wysadzał, rabował itd. Jeśli ich przyjaźń ma poskutkować podziałem Avengersów – then be it, nobody touches Bucky <3!

Dlaczego jeszcze jest to film inny? Ponieważ na pierwszym planie są emocje, podział bohaterów, wewnętrzny konflikt, żaden nie chce zrobić drugiemu krzywdy, a jednak muszą walczyć ze sobą for the greater good. Pierwsza potyczka tak właśnie wygląda. Natomiast końcowa to już walka na śmierć i życie, każdy cios ma zaboleć/zranić/zabić. W oczach bohaterów widać obłąkanie i gniew. Mniam.

Plusidła

Tom Holland. Byłem zły, że zabrano nam Andrew Garfielda, gdyż uważałem, że chłopak w odróżnieniu od poprzednika nieźle sobie radził, a drugiego spidermana wyglądającego jak Frodo nikt by już sobie nie życzył? Takiego spider-mana chciałem, zabawnego, trochę nieporadnego i z jajem. Pająka, który nie próbuje być na siłę śmieszny, ale papla różne rzeczy tylko dlatego, że jest nastolatkiem który nagle znalazł sie w sercu wydarzeń i musi walczyć o siebie i innych. Tom wjeżdża i zaledwie w kilku scenach rozwala film w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kolejnym plusem jest antman, który wpadł chyba tylko dla beki! Powinni zrobić z tymi dwoma i cała widownia by płakała ze śmiechu!

Aha, czarna pantera też spoko. Tak na marginesie to niesamowite z jaką precyzja marvel obsadza główne role. Brawo. Kamyczek do ogródka DC.

Ależ Kapitan Ameryka mnie wkurwia

Podkręślę to raz jeszcze. Debilny pomysł, w którym Kapitan Ameryka obsesyjnie chce ratować swojego kumpla z epoki czołgów i kałachów. To już kurwa zakrawa o jakiś nieśmieszny bromance. Nie dziwię się, że Iron Man chciał im obu wpierdolić. Oczywiście nie jestem bezstronny i jakby ktoś pytał to: #ironmanteam

Najnowsze wpisy

Kategorie