Kupno auta – dlaczego to takie trudne?

Kupno auta to nie jest rzecz prosta, zwłaszcza kiedy ma się ograniczony budżet i celuje w rynek kilkuletnich aut używanych. W tej dżungli pełnej predatorów bardzo łatwo się zgubić, stracić nerwy i oszczędności życia. Przybliżę poniżej aktorów tego dramatu.

Portale z ogłoszeniami

Kupno auta zaczynamy w zaciszu własnego domu. Robimy sobie herbatę albo sięgamy po whisky, odpalamy kompa i wpisujemy otomoto, olx albo allegro. Tam znając budżet jakim dysponujemy i swoje minimalne wymagania względem auta, odpowiednio filtrujemy treść. Szybko i boleśnie przekonujemy się, że nie można mieć wszystkiego. Jakość, cena, rocznik, przebieg, bezwypadkowość. Jeśli tani, to pewnie stary z dużym przebiegiem i walnięty tu i ówdzie. Jeśli fajny rocznik, niski przebieg i książka gwarancyjna z ASO, to z pewnością drogi. Jeśli cena ok, rocznik ok, przebieg niski i właściciel twierdzi, że bezwypadkowy, to przynajmniej jedna z tych rzeczy jest kłamstwem.

Handlarze i spółka

Mamy już kilku faworytów, jesteśmy też po kilku głębszych, więc nic tylko dzwonić. Po drugiej stronie słuchawki zwykle czyha na nas kilka rodzajów drapieżników, łasych na nasze ciężko zarobione pieniądze. Handlarz – najgorszy i najpaskudniejszy gatunek w całej dżungli motoryzacyjnej. Specjalizuje się w ściganiu okazów aut w zachodnich dżunglach. Zwykle znajduje tanie, nikomu już niepotrzebne chore gatunki, przytaszcza je do naszej dżungli, poddaje lekkiej rehabilitacji, a następnie puszcza dalej w obrót. Naiwny kupiec może dać się zwieść młodemu rocznikowi, ciekawemu wyposażeniu i atrakcyjnej cenie i właśnie na takiego nabywcę handlarz liczy. Handlarze dysponują niezwykłymi umiejętnościami, gdy tylko transportują okaz, to zamiast przybywać mu kilometrów na liczniku, to zaczyna ich ubywać. Ponadto handlarz z dwóch aut jest w stanie zrobić jedno, a szpachlą odtworzyć dowolnie wybrany element auta. Na nich trzeba szczególnie uważać.

Jeśli nie na handlarza, to możemy też trafić na oszusta. Oszust pojeździł autem, był zadowolony, ale w pewnym momencie coś zaczęło się psuć. Oszust walczył, własnymi i cudzymi siłami próbował postawić swojego rumaka na nogi, ale w pewnym momencie tej nierównej walki poddał się i postanowił uprzykrzyć komuś innemu życie i sprzedać źródło swoich problemów. Będzie twierdził, że wszystko super, że żal mu się rozstać, ale powiększyła mu się rodzina, potrzebuje większego auta albo wyjeżdża za granicę i już nie będzie mu potrzebne.

Znajdziecie też drobnych przedsiębiorców, którzy chcąc zarobić trochę pieniędzy, próbują kupić auto taniej, lekko odpicować i puścić w obieg za więcej. Tacy też znają dżunglę bardzo dobrze. Wiedzą, gdzie najtaniej wyszpachlować drzwi, dokupić kierownicę i fotele, przeczyścić silnik i cofnąć licznik. Jest to predator z aspiracjami na handlarza, no bo przecież każdy od czegoś zaczynał.

Everybody lies

Wspólną bronią tych bestii są kłamstwa. Różne kłamstwa. Czasem są dość niewinne jak „żona tylko do pracy dojeżdżała” albo „sprzedaję, bo mało jeżdżę i szkoda, żeby tak stało”. Czasem fantazja ich bardziej ponosi jak np. „świeżo od pierwszego właściciela z Niemiec, dbał bardziej niż o swoją żonę” albo „wczoraj nim przyjechałem, auto 400 km zrobiło” (po przekręceniu kluczyka nie odpaliło – autentyk). Oczywiście żadne nie były bite, liczniki nie były cofane i wszystkie w stanie salonowym. Kupno auta od kogoś takiego może się skończyć nieciekawie.

Kupno auta – historie z życia wzięte

Teraz trochę prywatnych doświadczeń. Raz prawie kupiłem auto od starszego faceta w okolicach 70tki. Bardzo przyjazny i inteligentny starszy pan. Auto kupił od pani posiadającej firmę farmaceutyczną, która serwisowała je w ASO i ponoć bardzo dbała. On sam sprzedaje, ponieważ buduje jakiś domek za miastem i ma już upatrzone większe auto, którym będzie mógł sobie deski przewozić. No dobra, wziąłem je do mechanika. Okazało się, że auto jest nad wyraz zniszczone jak na wiek i wskazania licznika. Po bardziej wnikliwym sprawdzeniu, okazało się, że pani użyczała auta przedstawicielowi handlowemu, który mógł być nie do końca szczery z przebiegiem i eksploatacją auta. Dodatkowo amortyzatory ledwo zipały. Zapłaciłem za przegląd, panu podziękowałem, a on z uśmiechem na ustach oświadczył, że zaraz kupi nowe i sprzeda auto komuś innemu. Życzyłem powodzenia.

Inna historia. Pojechałem z tatą kilka km od mojej rodzinnej miejscowości obejrzeć auto. Przez telefon mało się dowiedziałem, a że było niedaleko postanowiłem sam sprawdzić stan. Odnalazłem je na parkingu, chciałem w spokoju obejrzeć, ale nie! Handlarz wychynął od razu, gdy nas spostrzegł i już się pyta w czym może pomóc, już zachwala, że fantastyczne auto, że proszę zobaczyć, że okazja itd. Wyciąga kluczyk, żeby pokazać jak wspaniale silnik pracuje, tyle że silnik nie odpalił. Ani za pierwszym, ani za trzecim, ani za siódmym razem. Mina mu zbledła i mówi, że to niemożliwe, bo wczoraj tym autem zrobił 400km. My na to – do widzenia.

Kolejna historia. Znalazłem interesujące auto w komisie. Wszystko pasowało, więc dzwonię, mimo że unikałem komisów jak ognia. Pytam co i jak, skąd to auto,  czy są jakieś dokumenty potwierdzające jego stan i pochodzenie. Facet mówi, że wszystko super, można przyjechać i oglądać. No to ja pytam, czy ma coś przeciwko sprawdzeniu auta u mechanika. On na to, że ma. Byłem w szoku i pytam jak to, to pan chce kota w worku sprzedawać? A on na to, że mogę to sprawdzić tylko z jego pracownikiem, ale trzeba za jego pracę zapłacić 150zł/h. Bez komentarza.

Jeszcze jedna. Ciekawe auto, 30 km ode mnie. Dzwonię. Pan tłumaczy, że wstawił je do komisu, bo nie ma czasu sam zadbać o sprzedaż, bo pracuje i ludzie mogliby je oglądać tylko wieczorami. Mówi, że sam sobie sprowadził z Niemiec, trochę dopieścił i służyło mu kilka lat. OK, jadę. Na miejscu znajduję komis, dostaję kluczyki od auta. Pobieżne oględziny wykazały, że każda szyba z innej parafii, więc albo był bity albo przyjechał bity. Wnętrze wytarte, skrzynia biegów rozklekotana. Nikt mi nie odda tych 60 km i straconych godzin. Sprawdziłem i po 1,5 roku nadal próbuje to auto sprzedać.

Ostatnia historia. Jadę na jakiś mały plac, gdzie stoi kilka aut. W tym to, które wpadło mi w oko. Pani podjeżdża, mówi że świeżo sprowadzone i daje kluczyki. Auto nie odpala. Akumulator wysiadł. Nie wiem co mnie podkusiło, ale wyciągam kable rozruchowe z auta i poświęcam swoje paliwo, żeby uruchomić to auto. Bezskutecznie. Na odchodne usłyszałem, że ona je jutro weźmie do warsztatu i naprawi, ale wtedy będzie droższe, więc lepiej brać teraz (i opuściła kilkaset złotych :D). Niestety pełno takich cwaniaków i naprawdę znalezienie TEGO auto jest bardzo trudne, ale ile się człowiek przy tym nauczy i przygód przeżyje to bezcenne.

To są tylko niektóre z moich przygód. Czasem znajomi podrzucają jeszcze lepsze kwiatki związane z poszukiwaniami wymarzonego auta, więc jedno jest pewne – łatwo nie jest, ale z pewnością da się coś znaleźć. Kupno auta wymaga jednak czasu i cierpliwości w dość sporych ilościach.

Najnowsze wpisy

Kategorie